36 metrów przestrzennych drewna przerobione i schnie. (-zdjęcia -klipy)

Od 1981 roku (kiedy zamieszkaliśmy na Mazurach) paliłem węglem. W tym roku całkowicie przerzuciłem się na drewno. Gdy na początku lutego zabrakło mi opału (ponad 3 tony najlepszego węgla -prawie 700zł./tonę) oraz pomny cieplutkiego domu u Tymów opalanego drewnem przez Bogdana, kupiliśmy 10 metrów drewna (brzoza-7 jesion-2 sosna-1). Na koniec lutego Basia zamówiła dalsze 20 metrów drewna (brzoza)! Drewno było w postaci bali o długości 120 cm. Dokupiliśmy we wrześniu jeszcze 6 metrów dębu. Należałoby je pociąć na klocki ~30 cm i porąbać na szczapy, żeby weszły do kotła c.o.. Kupiłem więc spalinową piłę motorową (oczywiście przez internet) oraz użyłem wcześniej przeze mnie skonstruowaną piłę tarczową (ø70 cm) zwaną u nas z niemieckiego "krajzegą". Cała moja rodzina na myśl o używaniu tych urządzeń dostawała "gęsiej skórki". Teraz nawet mi pomagają w pracy przy użyciu tych maszyn!

Musiałem kupić trzecią siekierę, gdyż zwiększył się w sposób drastyczny popyt na to narzędzie przez rodzinnych drwali?!

Tu muszę wspomnieć o fantastycznej siekierze (zwanej przeze mnie "Tatową"), w którą (między innymi) wyposażył mnie podczas przeprowadzki mój Niezapomniany Teść -Jan Makowski. Jest w Niej to coś... -czego nie umiem wyjaśnić!

Przy wspaniałej pomocy moich: Basi, Marty, Łucki i Kamila drewno jest gotowe do użytku.

W ten sposób drewno stało się swego rodzaju pięknem w moich oczach:

-ekologiczne do bólu,

-wymagające wysiłku fizycznego (dla zdrowia),

-tańsze niż węgiel,

-efektywniejsze w spalaniu,

-integrujące rodzinę we wspólnym działaniu,

-pachnące...