Lucyna Piechocka (Kapturczak)

16.08.1950-5.09.2016

Moja kochana Siostrzyczka już nas opuściła...
Po trudnych, ciężkich i pracowitych latach swojego życia, mogła nareszcie zacząć "swoje życie". Jednak niesprawiedliwy los pogrążył Ją w okrutnej i bezlitosnej chorobie. Zaledwie w niespełna rok uszło z Niej całe życie... Dlaczego jest tak? Powinno być inaczej! Lucynka, swoim życiowym nieszczęściem rozpoczęła nowy, ostateczny i nieodwracalny etap w życiu naszej wspaniałej Rodziny. Swoim przedwczesnym odejściem sprawiła, że cała rodzina spotkała się po długich latach! Pozostał tylko smutek i żal, że nie będziemy już wszyscy razem...
Trudno mi pogodzić się z nieodwracalnym skutkiem tej brutalnej rzeczywistości...
Lucynko! Pozostaniesz w mojej głowie do końca moich dni!
Twój brat Roman

 

Fotki i klipy

Tyle cudownych wspomnień...

Lucynka była wyjątkowa! Kochała czytać, miała potężne zbiory książek, które strawił pożar w naszym nowym mieszkaniu w Unisławiu. Książki nadpalone i spęczniałe w wyniku akcji gaśniczej były Jej tragedią. W domu zawsze wykonywała najtrudniejsze prace, czyli mycie naczyń i porządkowanie kuchni!

Po ukończeniu L.O. w Chełmnie, zaczęła pracę w sądzie w Bydgoszczy. Chciała być sędzią, planowała iść na studia. Jednak życie ułożyło się Jej inaczej. Założyła rodzinę, poświęciła się dzieciom...

Opis moich wspomnień związanych z Lucynką zamieszczę wkrótce.