Wojciech Sosiński

30.12.1957 - 4.01.2015

Mój kochany siostrzeniec już nie jest z nami... Tą straszną wiadomością rozpoczęliśmy nowy rok! Nic nie przygotowało nas na tę tragedię. Ze szczerych wyznań Basi (żony Wojtka) dowiedzieliśmy się o gwałtownych zmianach stanu zdrowia Wojtka w noworoczny poranek. Bez bezpośredniej przyczyny Wojtek stracił przytomność i trafił do szpitala. Diagnoza była straszna: stan krytyczny (rozległy udar krwotoczny mózgu). "Cichy zabójca", tętniak zakończył tak nagle życie Wojtka w niedzielę rano (4 stycznia). Całą rodziną byliśmy na pogrzebie w Świerczynkach 7 stycznia (dokładnie w 59 rocznicę śmierci mojego Taty Lucjana, a dziadka pierwszego wnuka Wojtka). Tragiczny i nagły los Wojtka uświadamia refleksję, że w życiu człowieka nic nie jest mu dane... Trzeba cieszyć się każdą chwilą na tym padole.

Wojtek jest mocno wpisany w moje dzieciństwo. Opiszę wszystko co pamiętam. Na wielkim zjeździe rodziny Kapturczaków w 2003 roku przedstawiliśmy z Wojtkiem spontaniczny dialog, który cieszył się zainteresowaniem a nawet euforią krewnych.

Wojtku! Cześć Twojej pamięci!