Już minęły trzy lata...     Grębocin i Szamotuły     Unisław

W 2010 roku Mama Basi była u nas około 2 miesięcy. Wyruszyliśmy do Szamotuł we wtorek rano. Po południu wstąpiliśmy do mojego kochanego Kolegi z "Młodego Lasu", Józka Zawadzkiego. Spotkanie z Nim i z Jego przemiłą żoną przeszło moje wyobrażenia. Czekał na nas wystawny obiad trzydaniowy, gdzie na drugie danie było do wyboru około 7 dań mięsnych! W olbrzymim pokoju, na olbrzymim stole, pięknie przygotowanym oddaliśmy się cielesno-duchowym rozkoszom. Spotkanie nasze jest po 40 latach! Józek ma warsztat samochodowy i piękny, duży dom. Ponadto uczy w szkole samochodowej (26 godzin!). Mają dwóch synów, jednego (bardzo sympatycznego) poznaliśmy na obiedzie.

Po paru kieliszkach u Józka, dalej "powoziła" Basia. Dane Jej było przejechać odcinek na autostradzie A1, potem na S10. Późnym wieczorem dotarliśmy do Szamotuł. Przyjęto nas bardzo serdecznie, a z Krzysiem doprowadziliśmy się tego wieczoru do jeszcze większej "sympatyczności".

Następnego dnia upały w spotęgowany sposób były odczuwalne... Po południu (po pysznym obiedzie Izy) byliśmy w Szamotułach na cmentarzu i na rynku. Ponadto odwiedziliśmy w Baborowie rodzinę Wiorków, którzy wybudowali piękny dom. Na wieczór przyjechaliśmy do Pani profesor Teodozji Bąk, Basi nauczycielki historii z LO. Zazdroszczę Basi Takiej nauczycielki, aktywnej (organizuje spotkania z profesorami w ramach uniwersytetu trzeciego wieku), medialnej (komputer jest Jej narzędziem), światowej (rozmawiała z papieżami: JP2 i Benedyktem16), a przede wszystkim eleganckiej i serdecznej!

Późnym wieczorem czekali na nas Iza i Krzysiu z grillem. Następnego dnia ruszyliśmy do Unisławia. Planowaliśmy odwiedzić Piechockich i Basię w Samociążku. Zrezygnowaliśmy jednak ze względu na upały i napiętość terminarza. Planujemy odwiedziny te zrealizować na koniec sierpnia.

W Unisławiu zwiedzaliśmy te zakątki, które najbardziej mi utkwiły w pamięci z dzieciństwa. No cóż, jest smutno, gdyż to co kochałem popada w ruinę. Stacja kolejowa jest zaniedbana a perony zarosły drzewkami. "Unamel" -zakład przetwórstwa owocowo-warzywnego, "Cukrownia Unisław", przedszkole na Żwirki i Wigury, popadły w ruinę, gdyż już są zamknięte... Na osłodę została piękna ulica Lipowa z "Belwederem". Z kolei szkoła rozbudowała się do gigantycznych rozmiarów, w której są: SP, Gimnazjum, LO, ZSZ -koszmar. Ponadto w ten unikalny teren wciśnięto potężną halę sportową oraz obserwatorium astronomiczne. Mimo niewątpliwych osiągnięć, uważam jednak, że te obiekty mogły być wybudowane gdzie indziej. No cóż, pamięć tamtych lat już skutecznie zaciera się przez rzeczywistość. Odwiedziliśmy moją kuzynkę Bożenę, mieszka na ulicy Spokojnej, przy której jest ta monstrualna hala. Szukałem, gdzie mieszka i zapytałem się jednej Pani o Bożenę Szaj, która nic nie mówiąc odwróciła się i spojrzała w moim kierunku... Śmiechem przywitał mnie Jej syn, ... gdyż ta Pani to Bożena Szaj! Tak po wielu latach bywa... Jej mąż, Andrzej Szaj "chodził" ze mną do jednej klasy. Nasłuchałem się wielu komplementów... (szczególnie od Andrzeja).

Potem pojechaliśmy do Grażynki, która przyjęła nas pysznym obiadem. Był też siostrzeniec Michał, który z nami się serdecznie przywitał ("kawał chłopa"). Tak było miło, że dopiero o 18-tej ruszyliśmy do domu.

Ta nasza krótka wyprawa owocowała w tyle miłych sytuacji...